:: face2faceblog

:: księga gości

2006
listopad
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



*
buzinka
g_projekt
asia
erfmai
she
violet
ania
thom
creep
ethans
pivot
kordoba
nachtvlinder
taiga
kaska
budyn/kaska
łosies

10:40:42 2006-11-29

[10:40]
czekam na ten film.


skomentuj (4)

13:07:47 2006-11-28

[12:50]
ludzie, ktorzy nie mysla duzo, maja prostsze zycie.
wczoraj plynelam we mgle jak w mleku. swiatla wylanialy sie z niej, jak gwiazdy. w takiej scenerii, z poezją blake'a w ręku mozna smialo popelnic samobojstwo. ale w takich chwilach zastanawiam sie, gdzie jest moj wymarzony aparat?! trzydziestoletni zenit nie ogarnia pory wieczornej, niestety.
obudzilo mnie dzis shake the disease, moze dlatego mam dziwnie dobry nastroj.

(musze znalesc jakis pomysl na tego bloga)


skomentuj (0)

11:21:49 2006-11-21

[11:20]
chyba zapomnialam, jak sie tu dodaje notke. nie wiem, czy tak naprawde chce wznawiac to wszystko, bo nigdy do konca nie mialam przekonania, zeby pisac tu własnie. wole swoj zeszyt z audrey, ale tam tez ostatnio niewiele sie dzieje. moze zamienic ten blog na fotoblog? nie wiem. i tak musze poczekac jakies pol roku, bo moze wtedy uda mi sie kupic dobra lustrzanke cyfrowa, chociaz nie wiem jaka bylaby dla mnie najlepsza.
skrotowo to moja praca (chociaz dla niektorych to zbyt szumna nazwa) mnie wykancza psychicznie, studia po pierwszym roku fascynacji jakos nie wydaja sie byc takie interesujace, czasem zaluje ze nie potrafie sie zdobyc na przewrocenie swojego zycia do gory nogami, wyprowadzenie sie do zupelnie obcego i bardzo dalkiego miasta i rozpoczecie nowego kierunku. w ogole nie wiem, jakas stagnacja, winie za to listopad, ktorego nienawidze, bo to najlatwiejsze, ale sama wiem jak jest. coraz wiecej ludzi ma do mnie pretensje, ze nie odpowiadam na smsy, maile, telefony. uciekam od odpowiedzialnosci. marcie (i tak jej nikt nie zna raczej)najchetniej bym powiedziala, zeby spierdalała, ale nie umiem. przeklinam ostatnio duzo, ale najczesciej w myslach jednak. w czwartek musze pojechac na konsultacje z gramatyki, ale oczywiscie nic jeszcze nie umiem. najbardziej zadziwiajace jest to, ze nocami ogladam filmy, a przeciez moglabym sie uczyc.
nie no, powtarzajac poprzedni wpis, to kurwa zgon.


skomentuj (0)

01:06:01 2006-07-12

[01:16]
zgon.


skomentuj (0)

11:07:26 2006-06-15

[11:08]
kerwa, kiedys umre i nikt tego nie zauwazy. chcialabym, zeby ten tydzien koszmarny juz sie skonczył, albo zebym ja nie musiala uczestniczyc w zyciu (peryfraza?).
jedyne, na co mnie stac, to stek przeklenstw. takze przepraszam, ale kurwajapierdole.

I used to say just follow your heart
but my heart always led me in circles
and i used to say just follow your dreams
but my dreams always led me to murder



skomentuj (0)

11:36:47 2006-06-14

[11:37]
oczywiscie to miala byc przemyslana notka i w koncu jakas o glebszej tresci, ale zapomnij. takze skrotowo.
ostatecznie nie umarłam w piatek, 9czerwca, bo kolezanka zadzwonila do mnie z koncertu dM na stripped, a potem ja zadzwonilam i trafilam akurat na 3 kawalki, ktore najbardziej chcialam uslyszec. moje przypuszczenia okazaly sie sluszne- w spodku był lepszy klimat. wiadomo, zamkniety obiekt robi swoje. w ogole jakos to dobrze znioslam, co mnie troche dziwi, rotfl.
ostatecznie tez zaliczyłam kolokwium z poetyki, ale w sobote mam kolejne, tym razem z calego semestru, oprocz tego z hist. lit. pol i gramatyki. jak mozna sie domyslic, jeszcze nic nie umiem, a na gramatyke to nie mam pojecia jak sie naucze.
znowu wniosek jest bardzo prosty- nie potrafie sie uczyc. wszystko mnie rozprasza, a najbardziej muzyka (jak juz kiedys mowilam, uwielbiam Jacka White'a). nieznosne.
jedna z nielicznych zalet czerwca (tego roku) jest to, ze chodze do kmf-u; tydzien temu good night&good luck, a w poniedziałek ukochany Jarmusch i broken flowers (swietny film). w niedziele natomiast poszlam spac zaraz po przyjezdzie, czyli ok 23:00, po czym wstalam godzine pozniej, zeby sie napic wody i przypomnialo mi sie, ze tvp leci blue velvet, to sobie obejrzalam. czyli zamiast korzystajac z okazji, by sie w koncu wyspac, poszlam spac po 2:00 (nie moglam zasnac, przez film oczywiscie).

pochlaniam ogromne ilosci truskawek z jogurtem naturalnym, zagluszajac tym dziwne mysli chyba.

latem czekam na deszcz i chłodniejsze dni.

[aha, jako ze nie umiem doczepic starego dysku do nowego, wlasciwie w tym nowym komputerze nic nie mam, oprocz przegladarki. ani gadugadu, ani muzyki, ani nawet zdjec. pusto tu troche]


skomentuj (0)

13:00:17 2006-05-31

[12:59]
wlasciwie cały miesiac, ktory mija, mogłby byc notką zatytulowana frustracja. kolejny miesiac, ktory sie rozpoczyna, zatytulowalam juz smutek. 9czerwca bowiem umre na smutek. kurwamac.
mysle tez, ze miesiac zwany lipcem bedzie zgonem totalnym (czy moze byc cos gorszego niz koncert placebo w dzien egzaminu?!).
generalnie (nie lubie tego sformułowania), to nie chodzi tylko o koncerty, czy wszystkie plany, no ale w wiekszosci, nie ma co ukrywac. nauka zachowania dystansu przychodzi mi chyba najtrudniej. w ogole wszystko mi przychodzi trudno, wiec? chcialabym tu troche poprzeklinac, ale nie bede siac zgorszenia, kerwa.

I'm unclean, a libertine and everytime you vent your spleen
I seem to loose the power of speech
you're slippin' slowly from my reach
you grow me like an evergreen
you never see her lonely me at all

I... take the plan, spin it sideways
I... fall


no tak, po dluzszej przerwie wrocilam do ukochanego briana i placebo, ale w złym momencie chyba. a moze wlasnie w najlepszym? bo chlipanie pozną nocą przy smutnych piosenkach jakos mi nie przeszkadza.
do tego pogoda znowu zgrała sie z moim nastrojem (a moze mi sie zdaje? podswiadomosc chyba spelnia jakas wazna role w moim zyciu). dziwna jest. ale tez mi nie przeszkadza, wrecz przeciwnie- nienawidze upałow, wiec wietrze wiej!
ostatnio wiem niewiele, ale jestem pewna jednego. nie znam glupszej osoby od siebie samej.

your smile would make me sneeze
when we were siamese
amazing grace in here
I'd pay to have you near

lay me down, the lie will unfurl
lay me down to crawl.

don't go and lose your face
at some stranger's place
and don't forget to breathe
and pay before you leave



skomentuj (0)

02:39:43 2006-05-11

[02:43]

myslalam, ze w koncu zaczelo byc normalnie. ze bedzie dobrze.
nie bedzie.

wind in the wires
It’s the sigh of wild electricity
I’m on the edge of a cliff
surpassing
comfort and security

but here comes a gale
a crippling anger
sea birds are blown
into the rocks
grace is lost to thunder


to jest przepiekne i tak dobrze sie tego slucha, idac przez cieply i pachnacy wieczor. ale co z tego, co z tego...


skomentuj (0)

00:52:33 2006-05-01

[00:56]
words like violence, kerwa. i nie bedzie ładnie, bo wszystko sie pierdoli. podręcznikowo i po kolei. koncertowo mozna powiedziec. najgorsze sa rzeczy, na ktore ma sie wplyw, a i tak nie mozna nic zrobic. i najgorzej jest byc zaleznym od innych. bez wyboru, bez prawa.
never let me down.
spotkam sie z trzema osobami, ktore powiedza mi cos, co juz wiem. ze nic z tego. myslałam, ze marzenia sa po to zeby je realizowac [bo kilka mi sie udało?]. nie było dane ci sie spełnic, moj piekny planie.
ale przeciez jak zwykle histeryzuje.

I can't stand this emotional violence
leave in silence...



skomentuj (0)

13:22:17 2006-03-16

[13:25]
na koncercie Depeche Mode bylo bosko, nieziemsko wrecz, przepieknie. nie umiem wytlumaczyc, co czulam, co czuje, bo wiem, ze mozna to zrozumiec samemu tam bedac. warto bylo tyle czekac; najpierw te miesiace, potem tygodnie, dni, godziny na mrozie, przepychanki, kolejki, szukanie sektorow, oszolomienie taka iloscia ludzi w czarnych ubraniach [lol, sama tez bylam, jak nalezy:p], objecia kiedy bilety okazaly sie dobre,
i czekanie na koniec supportu, ta muzyka pomiedzy supportem a glownym koncertem wprowadzajaca w trans. o boze, wszystko bylo jak nalezy. szalenczy uscisk i ciarki po zgaszeniu swiatel w pierwszych sekundach koncertu. cos niesamowitego. swietna setlista i wolniejsze kawalki Martina, energia Dejva, zmyslowe ruchy i język Martina na enjoy:D wspolny taniec, dialogi, przekomarzanie sie i ten kontakt z publicznoscia! trzeba przyznac, ze fani nie zawiedli; na zawsze pozostanie w pamieci widok tak ogromnej ilosci
falujacych rak na never let me down again, czy swiatelka na wolniejszych utworach. poplakalam sie chyba na home, albo never let me down, juz sama nie pamietam. ale ogladalam sie na ludzi i wiem, ze czulismy wszyscy podobnie.

see the stars, they're shining bright
everything's alright tonight


minelo tak szybko, po koncercie niewiele osob sie poruszylo, chyba nie wierzac ze to juz koniec. tak strasznie chcialabym wrocic, przezyc jeszcze raz, bo to jedno z piekniejszych wydarzen w moim zyciu. teraz slucham ich na okraglo, ogladam zdjecia, czytam forum i wpisy ludzi, ktorzy tak samo wszystko przezywaja i chce mi sie plakac.
to wszystko do mnie jeszcze na dobre chyba nie dotarlo, takie dziwne uczucie, bo po powrocie, jak wstalam wydawalo mi sie, ze to byl po prostu piekny sen. dopiero bilet i ulotka na szafce przypomnialy, ze to naprawde mialo miejsce i ze my tam bylysmy...
[Buziak, wiesz co teraz trzeba zrobic... i jeszcze raz :*za emocje, i cala reszte. mysle, ze 14.03 bedzie Dniem Naszej Przyjazni, bo to dobra rocznica, conie?:))]

and I thank you
for bringing me here
for showing me home
for singing these tears
finally I've found
that I belong here...



skomentuj (0)

11:28:26 2006-03-09

[11:30]
depeszowo-koncertowo.

ten dizajn jest boski [uwielbiam to slowo], jak dla mnie. niestety, tym razem calkowity pomysl goski [no, masz czasem fajne pomysly;)]

odlot w inny wymiar juz 14.03.06



skomentuj (0)

12:35:48 2006-03-07

[12:35]
moze kiedys bede miec odwage, zeby wykrzyczec komus prosto w twarz, co o tym wszystkim mysle. moze kiedys.

obozesiedemdni.czyabynapewnomisietoniesni?


skomentuj (0)

11:52:58 2006-03-03

[11:55]
jednak doczekalam sie marca, nareszcie!
koniec sesji, wszystko zaliczone bez poprawek, choc nie moge powiedziec, ze przeszlam przez to wszystko bezbolesnie, o nie. uraz psychiczny mi pozostal [lol].
wlasciwie ostatnio to ciagle na cos czekam. na ciebie we wroclawiu [czyzby?], na spotkanie z K., na wiosne i na koncert oczywiscie. juz tylko tydzien. strasznie sie denerwuje, stres wiekszy niz przed matura[wlasciwie wtedy go nie bylo] i boje sie nie wiem czego [nie zadzwonilam w mysl zasady co ma byc to bedzie...]. bo chyba nie ma czego, prawda? eh.
po miesiecznej abstynencji kinowej, w poniedzialek w koncu klub i na to tez czekam.

czekam i wiem
po prostu wiem
ze co odchodzi i nie wraca
konczy się na koncu swiata gdzies
po prostu gdzies



skomentuj (0)

10:09:22 2006-02-20

[10:00]
egzamin, ktory mial byl latwy [dla niektorych zreszta byl] poszedl mi raczej fatalnie. czuje sie bardzo glupia. tzn. nie czuje- a jestem. chce mi sie plakac, ale nie moge [to jakies przeklenstwo], wiec aplikuje sobie smutne piosenki. eh, world full of nothing chyba ogolnie. usiluje zatrzymac wskazowki zegara podswiadomoscia, ale gdy to sie nie udaje, po prostu go wylaczam. tylko dlaczego czas dalej pedzi? tik-tak-idiotka.
comatose, almost...
od poczatku tego obrzydliwego miesiaca czekam na jego koniec. ale zdaje sie, ze najgorsze i tak przede mna. chcialabym skoczyc z mostu [ale to potrafi tylko Chuck Norris], albo wpasc w psychoze, bo wtedy moj stan bylby usprawiedliwiony. oraz zeby wszyscy wokol przestali zgrywac doroslych, zwlaszcza, ze ja wciaz nie jestem.
chcialabym tego, czego miec nie moge. bo widocznie chce za duzo.
words like violence.

ale za trzy tygodnie powiem ci, w obecnosci tysiecy ludzi, ze jestem szczesliwa.

with or without words
I'll confide everything



skomentuj (0)

12:11:31 2006-02-16

[12:12]
znowu najchetniej zawiesilabym to wszystko tutaj, ale to chyba bez sensu.
wlasciwie nie wiem...opijam sie jogurtami bananowymi, albo mlekiem o smaku waniliowym [a ostatnio tez kawowym] w takich ilosciach, ze mi jest pozniej niedobrze. ale to nie ma znaczenia. zagryzam dla smaku dzemem [limonka&kiwi]. pyszne naprawde.
wiosna jest daleko i czuje ja tylko w swoim pokoju, bo w doniczce na oknie sa cztery zonkile.
slucham wciaz tych samych plyt i mysle, ze nigdy mi sie nie znudza.
znowu meczy mnie pewna kwestia, ale jestem tak tchorzliwa, ze nie jestem w stanie nic z tym zrobic [pomozzz mi].
i zamiast tu siedziec, powinnam sie uczyc do sobotniego egzaminu. zatem dowidzenia.

will you give it to me
will you take the pain
I will give to you
again and again
and will you return it



skomentuj (0)

13:08:02 2006-02-01

[13:10]
probuje wyodrebnic pojedyncze slowa, zeby moc zahaczyc na czyms wzrok i zrozumiec.
trzymam sie kurczowo jednej mysli. nie puszcze.
rzeczywistosc czasem lepiej oglada sie przez zamkniete oczy.

I'm waiting for the night to fall
I know that it will save us all
when everything's dark
keeps us from the stark reality

I'm waiting for the night to fall
when everything is bearable
and there in the still
all that you feel is tranquillity




skomentuj (0)

01:17:56 2006-01-24

[01:18]
to co zawsze: miala byc dluga notka, ale humor gdzies sie ulotnil. skrotowo.
wzruszamy sie z mama do łez na bozej podszewce. i nie tylko dlatego, ze do konca jeszcze tylko jeden odcinek.
nadrabiam zaległosci filmowe [tu mialy byc tytuly, ale nie bedzie, lol].
i czytam po raz setny te same ksiazki [to samo]. zaczelam tez brodskiego, bo w 1960r. byl taki przystojny [kazdy powod jest dobry...].
czytam tez twoj list od czasu do czasu, ale nie moge nic sensownego napisac, bo mam odwieczny problem z ułozeniem swoich mysli [co widac].
słucham wciaz tych samych plyt i wszystkich wokol to nudzi, tylko nie mnie. spiewam, skacze, podryguje. tlumacze sobie teksty U2 i dM bardziej dokladnie niz kiedys. zajmujace [a jakie pozyteczne]. jeszcze ogladam ich zdjecia w necie oraz gapie sie w plakat przy biorku.. koncert widzialam niewiemjuzilerazy, czesto zagladam na forum [podobny ma na mnie zly wplyw] i zastanawiam sie, kiedy zadzwonie TAM, gdzie powinnam chyba.
pije litrami herbaty owocowe, po ktorych jest mi raczej niedobrze, ale to nic. prowadze codzienna walke ze soba, co jest cholernie trudne. ale nie mieszcze sie w czarne sztruksy, a wymyslilam sobie, ze w nich pojade na koncert w marcu, o. niewazne, ze sa za ciasne i maja 5 lat [tez mi powod, zeby je wyrzucac, faktycznie].
no i chodze spac pozno, coraz pozniej. mysle, mysle, mysle. intensywnie. wpatrzona w otchlan sufitu. przytulajac szczescie z papieru powtarzam najrozniejsze zaklecia. czasem wysylam smsy, bo wiem, ze nie jestem sama w tym obledzie [o tyle dobrze].
i nie ma tu mniejsca na nauke. nawet jesli wiem, ze za 4 dni mam 2koła.
nie-na-wi-dze-sie-bie-za-to
zapomnialam dodac, ze przyszedl mi dzis do glowy cudowny pomysl i chec natychmiastowej realizacji, ale coraz bardziej mija mi ochota, hmm. nie wiem, ale moj entuzjazm tu nie wystarczy [sprobuj sobie przynajmniej to wyobrazic. zmaknij oczy i uwierz. reach out and touch faith ].
ogolnie rzezc biorac, tkwie w obledzie, szalenstwie i jakims zawirowaniu.
a, przypomnial mi sie cytat z filmu:
moge byc neurotycznym pesymista nieprzygotowanym do zycia, ale do cholery nigdy wiecej nie mow mi, ze jestem normalny! bo nie jestem!
[i to nie jest allen, ha].
ps
nie przejmuje sie tez tym, ze niewiele osob to przeczytalo.


skomentuj (0)

02:57:00 2006-01-20

[02:58]
smietnik mam w głowie. nic sie nie trzyma całosci, zwlaszcza mysli. biegna w kołko. nie bedzie nowoscia, jesli wypowiem slowo chaos.
i sie bardzo denerwuje naszym papierowym szczesciem i boje sie tez zadzwonic i zapytac, i otrzymac odpowiedz. [a wiem co na ten temat myslisz, lol. ale to nie jest proste]

i kocham depeche mode.





skomentuj (0)

01:03:08 2006-01-18

[01:03]
jestem przepelniona pieknem i magia.
straszny mam zamet w glowie i w ogole to nie moge poskladac mysli, a chcialam napisac cos wiecej. ale dziewczyna z perla i opowiesci z narni [tylko w kinie!] jednego dnia, to za duzo jak dla mnie.
dobranoc zatem


skomentuj (0)

10:54:01 2006-01-11

[10:52]
czekam na bilety koncertowe, wymyslajac w zwiazku z tym czarne scenariusze [zeby to jeden chociaz]. ale nie, chyba jednak naiwnie sobie wierze w uczciwosc ludzka i mam nadzieje, ze kiedys te bilety przyjda. oryginalne w dodatku.
nie umiem kompletnie nic na oba koła, a wiec ani na poetyke [nie mam pojecia, jak sie do tego zabrac], ani na gramatyke [tym bardziej chyba]. mam swiadomosc, ze nie zalicze tego. gramatyka sie nie przejmuje, ale poetyka do poprawki ustnej... czyli mam dreszcze i mdleje jak o tym pomysle.
ale nie przeszkadza mi to w byciu idiotką i zamiast nauki wybieram ogladanie w kolko devotionala. cudowne. ewentualnie siedzenie przy biorku z zamknietymi oczyma przez dluzszy czas i myslenie o tym, jak to wspaniale bedzie. albo wysylanie rozpaczliwych smsow [a jak bilety nie przyjda, rotfl?!]. ten koncert jest w zlym czasie. wszystko sie na nim koncentruje, a niedlugo sesja. mysli ob-sesyjne i innetakie. latwiej jest zyc ze swiadomoscia wlasnej glupoty, naprawde. a to nieuleczalne, skoro trwa od zawsze.
chyba nie powinnam sie cieszyc.

your own personal Jesus
someone to hear your prayers
someone who cares
your own personal Jesus
someone to hear your prayers
someone who's there

feeling unknown
and you're all alone
flesh and bone
by the telephone
lift up the receiver
I'll make you a believer

take second best
put me to the test
things on your chest
you need to confess
I will deliver
you know I'm a forgiver

reach out and touch faith


[ to jest cudowne, a ja naprawde wariuje]


skomentuj (0)